Dzisiaj udało mi się skończyć zieloną spódnicę. Może nie do końca, bo pozostało podłożenie dołu, ale z tym wstrzymam się do przyjazdu córki. Ona sama musi określić długość. Na razie sfastrygowałam i w takim stanie poczeka. No niestety, wybrałam fatalny materiał na spódnicę. Oczywiście mówię o szyciu, bo na ciele nawet fajnie leży. Jest trochę za gruby i w pewnych miejscach nie wygląda tak jak trzeba. Szczególnie odszycie góry było uciążliwe, bo tam dodatkowo jeszcze doszła flizelina.
A oto rezultat mojej pracy.
Zaczęłam od naprasowania flizeliny.
Osobiście nie lubię podszewki w pasie, dlatego podwyższony stan odszyłam wełenką ze spódnicy kupionej w sh za 4 zł:). Na zdjęciu już połączona z podszewką elastyczną.
Wszywanie krytych zamków, to jest czynność, której najbardziej nie lubię. A przy flauszu to naprawdę katastrofa.
Połączenie wierzchu z podszewką.
Nigdy nie mogę zrozumieć opisów Burdy, ale myślę, że o coś takiego chodziło przy wykańczaniu odszycia z zamkiem krytym
Trochę grubo.....
......ale jakoś poszło.
Przód spódnicy. Czarną tasiemką zaznaczyłam pas.
Tył.
Tyłoboczek. Dół jest tylko sfastrygowany. Na mnie te zaszewki nie są wklęsłe:)
Boczek.
Biorę się za następna, tym razem w kratkę. Mam nadzieję, że teraz pójdzie szybciej.
Do miłego !!!
,